mózgDla większości ludzi, zwłaszcza w obecnej epoce przeintelektualizowania, to czego nie można zobaczyć - staje się niemożliwe do osiągnięcia. Z drugiej zaś strony mówi się też, że ludzie wykorzystują zaledwie 70% możliwości swojego mózgu. I tak oto, dla chcącego uderzyć, kij się zawsze znajdzie.

Zastanawiałam się od czego zacząć artykuł o tym, jak niemożliwe staje się dla mózgu po prostu możliwe i doszłam do wniosku, że oczywiście zacznę od oczywiście własnych doświadczeń, gdyż jak wiadomo teorią można nakarmić tylko połowicznie głodnych wiedzy. Cofnę się w przeszłość.

Jest rok 1999, maj, jakieś 3 lata od czasu kiedy zaczęłam robić porządki ze swoim sposobem myślenia i działania. Jestem na warsztacie fire walking, czyli chodzenia po ogniu (rozżarzonych węglach). Warsztat trwał 1 dzień, zaczął się od 10:00, na ognie weszliśmy ok. 16.:00.  W mojej grupie było około 20 osób. Nie ma żadnego medycznego, fizycznego, chemicznego wyjaśnienia dlaczego żarzące się węgle, o temperaturze ok. 300 st C nie poparzyły nikomu skóry na stopach. Nie ma. Natomiast nie poparzyły. Przygotowanie do tego, co się stało o 16:00 polegało na tym, że przez kilka godzin ćwiczyliśmy nasze umysły w bardzo prosty sposób, można powiedzieć, medytacją lub jak kto woli wizualizacjami. Wizualizacje te polegały na nieustannym, pogłębianym obrazie nas samych (każdego oczywiście indywidualnie) stąpających po rozżarzonych węglach. To "ładowanie" umysłu takim obrazem było intensywne, 3-wymiarowe, pełno-zmysłowe. Tuż przed zakończeniem "teoretycznej" części warsztatu, przygotowane były materace, które "udawały" ścieżkę z rozżarzonych węgli, i na które wchodziliśmy "widząc" je w głowie jako prawdziwą, rzeczywistą ścieżkę palącego się żaru. Organizator warsztatu przygotował w między czasie ognisko z bukowego drzewa,  z którego ok. 16:00 została usypana 3 metrowa ścieżka z rozpalonego do czerwoności żaru. Wszyscy z mojej grupy przeszli po ogniu, nikomu z nas nic się nie stało. Żadnych poparzeń, żadnego bólu. Wtedy właśnie dotarło do mnie, jak potężną moc ma mój umysł. Chodziłam z uśmiechem na twarzy pt. małpa dostała banana, przez co najmniej tydzień, nie mogąc opanować tej "eureki!" i tego niesamowitego odkrycia potęgi mojego własnego umysłu. Że przy odpowiedniej koncentracji, natężeniu "wkładu" wizualnego do mózgu - mózg zmienia (w tym przypadku) koncepcję wytrzymałości ciała. Że niemożliwe z punktu widzenia medycyny, chemii czy fizyki - staje się możliwe. Wizualizacja 6Z.

Te 70% (około) niewykorzystanych możliwości mózgu, to po prostu nierozumienie, jak on funkcjonuje i w związku z tym nie wykorzystywanie tych możliwości. Prawda jest natomiast taka, że mózg ma zadziwiającą zdolność do przełożenia obrazu, który non-stop "widzi" na stworzenie zdarzeń w rzeczywistości. Uczestnicy moich szkoleń wiedzą np. że cytryna wcale nie jest kwaśna, lecz że ma smak migdałów i dzieje się tak zaledwie po 10 minutach "wkładania" odpowiedniego obrazu do głowy, wraz z odpowiednim impulsem dźwiękowym (słowa), uruchamiającym kubeczki smakowe. Wizualizacja 6Z. Dlaczego 6 i dlaczego Z? Bo przy wykorzystaniu, a raczej uruchomieniu wszystkich zmysłów. Wykorzystuję na swoich szkoleniach wiedzą, którą posiadłam, stosowałam i stosuję na sobie, przekazuję tą wiedzę i daję odpowiednie "narzędzia" ich uczestnikom. Natomiast co potem robią z tymi umiejętnościami - jest ich już sprawą, nie moją.

Na tej samej zasadzie implantacji obrazów w głowie działają neurony lustrzane, o których swego czasu pisałam tutaj. Lecz niestety, przeciwstawną do tej niesamowitej możliwości mózgu człowieka, jest jego największa pokusa, a mianowicie ludzka tendencja do zadowalania się tym, do zdobycia czego nie musi się wysilać. Człowiek sam osobiście dla swojego umysłu jest katem. Egzekucja trwająca non-stop przez całe życie...

Jeśli spodziewaliście się tutaj wywodów naukowych lub medycznych, to nic z tego. Jest bowiem mnóstwo doskonałych książek o tym, jak trenować swój umysł, o tym, jak funkcjonuje podświadomość i nie będę prze/spisywała tego, co tam jest zawarte; ale przytoczę tu chociażby elementarz tych wskazówek i praktycznych ćwiczeń, czyli Potęgę Podświadomości Murphy'ego, macie ją tutaj lub książkę do pobrania z zakładki Free E-Booki na moim blogu, autorstwa W. Wattels'a. Jest tego naprawdę mnóstwo. Każdy znajdzie coś, co będzie jemu przeznaczone do przeczytania. Jest też fantastyczna Metoda Silvy, która jako metoda trenowania umysłu jest dostępna od lat 80-tych ubiegłego stulecia. Jest tego bardzo dużo.

Tylko co z tego, kiedy największą pokusą człowiek, pokusą, której ulega najszybciej, jest tendencja do zadowalania się tym, do zdobycia czego nie musi się wysilać. Ludzie wolą spodziewać się cudów z niebios, oskarżając później owe niebiosa za ich niespełnianie, zamiast wziąć się do roboty nad swoim mózgiem. Wolą siedzieć w więzieniu swoich przekonań, wolą marudzić i narzekać. Ludzie wolą być leniwi i nie cieszyć się spełnionymi marzeniami. Ludzie wolą stać w miejscu na drodze swojego rozwoju. I dalej używać tylko 30% tego, co zostało im dane w 100%.

Mózg jest o tyle wdzięczniejszym (bardziej inteligentnym? ha!) mięśniem, że nie potrzebuje w przeciwieństwie od innych  mięśni, powtarzać aż 1000 razy danej czynności, aby ją wykonywać automatycznie. Mało tego, nie trzeba się spocić, tracić oddechu, katować swojego ciała. Wystarczy uprawiać trwale i systematycznie wizualizację 6Z. Kto tego nie zrobi - dalej będzie czekał na cuda i doszukiwał się oszustw u tych, którym marzenia się spełniają.

ps. nie było znowu cudu czy pigułki samodziejki, cholera, znów wciąż to samo - trzeba się zabrać do roboty nad sobą. 

 


***

 

Share Button
0 comments